ja jestem 30cm ponad tym wszystkim
czwartek, 29 maja 2008

czasem tu zaglądam i się zastanawiam co mnie ku temu pcha. co mnie jeszcze łączy z tym miejscem.

krok w tył, krok w przód. to już nie ma większego znaczenia. i tak pozostanę bez znaczenia. nie wiem jak się ustosunkować, nie wiem czy chcę w ogóle. i widzę, że gdy czegoś nie zamknę na zawsze to wracam. nieuleczalny sentymentalizm. jak z nim. ciąglę szukam, ciągle myślę, ciągle czekam. aż coś się wydarzy. bo podobno się wydarza. tylko że jak sama nic nie zrobie to sie nie wydarzy. ale zrobię, zrobię na pewno. 

19:10, lost_insajd
Link Komentarze (2) »
środa, 14 maja 2008
new age

jest nowe miejsce. nowy początek. zainteresowanych proszę o kontakt na maila.

 

14:23, lost_insajd
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 12 maja 2008
were you thinking of me?

piszę już z inną świadomością. w moje myśli wkradła się cenzura i nie wiem czy teraz słowa, które będę wystukiwać na klawiaturze, będą tymi, które są we mnie. może trzeba zmienić lokum, nie wiem jeszcze. w sumie liczyłam się z tym, że ktoś kiedyś mnie tu znajdzie. wolałabym chyba jednak o tym nie wiedzieć.

juwenalia to świetna sprawa. niesamowity klimat. ciekawi ludzie. chciałoby się jeszcze i jeszcze.

a tak poza tym to dzieje się tyle niefajnych rzeczy, że nie chce mi się nawet o tym gadać. przerasta mnie to. 

środa, 07 maja 2008
running up that hill

będąc w mieście k. musicie koniecznie zwiedzić Kazimierz. to takie magiczne miejsce, gdzie czas się zatrzymał i jest tam cudownie o każdej porze. wąskie uliczki, magiczne szyldy, małe knajpy z dużymi oknami, za dnia otwartymi na oścież. naprawdę warto.

ludzka głupota i perfidność przechodzi wszelkie pojęcie. do tego stopnia, że chce mi się to wszystko wykrzyczeć. narazie jednak nie mam okazji. są juwenalia i zależy mi, aby był to czas raczej wesoły. z drugiej strony lepiej nie odwlekać, bo będzie coraz trudniej.

à propos. juwenalia sie zaczęły. pogoda jak z bajki. grzechem byłoby to zmarnować. a może spotkam miłość. a może nawet się do niej uśmiechnę, zamiast spuszczać wzrok jak zawsze. kto wie.

poniedziałek, 05 maja 2008
zanurzona w tym co dawno mnie przerosło

Polepiony Fisza to piosenka zdecydowanie o nim. tak, to cały on.

znowu kilka dni, kiedy zupelnie nie mam ochoty wracać na mieszkanie. 

świat się zazielenił, ja jeszcze nie. jestem jeszcze trochę szara i niewyraźna.

juwe już w tym tygodniu. nie wiem czy będą lepsze, niż poprzednie. wiem tylko, że wszystko zależy ode mnie. jutro idę po bilety na Rykardę. a maj, ten który właśnie się zaczął będzie obfitował w duże ilości alkoholu. inaczej nie da się go przetrwać.  

sobota, 03 maja 2008
I don't want to grow up

nie mam przyjaciół. przyjaźń to dla mnie zupełnie abstrakcyjne pojęcie. i nie ma już dla mnie większego znaczenia. po prostu w nią nie wierzę. miewam znajomych. i to jest chyba właściwe określenie na stosunki jakie utrzymuję z ludźmi. wczoraj spotkałam się z takimi bliższymi, jeżeli nie najbliższymi znajomymi. dobrze jest czasem cofnąć się o kilka lat, kiedy życie było naprawdę fajne.

mnóstwo zdjęć które pomagają mi pamiętać to co dobre.

powietrze jest takie rześkie. uwielbiam. właśnie spadł deszcz.

muzycznie Scarlett. klimatyczna. podoba mi się.

w mojej głowie nadal on. chyba będę coś z tym robić. może jeszcze nie wszystko stracone. a może. a może zbuduję labirynt, żeby zgubić się z tym, kto zechce mnie znaleźć.

czwartek, 01 maja 2008
Bo one i oni i ja oraz one to wszystko. bo to zawsze coś.

ja wiedziałam że tak będzie. gdy tylko podczas rozmowy z J. została wspomniana jego osoba. tego, który namalował mi obraz. tego, który mnie rozumiał. tego, którego czasem ja nie potrafiłam zrozumieć ze względu na jego dość niekonwencjonalne zachowania. te wspólne trzy lata w jednej klasie to mnóstwo rozmów o życiu, o muzyce, o wszystkim. to rok milczenia z jego strony. to milczenie t e r a z. to ciągłe abonent jest w tym momencie nieosiągalny. ale przecież ja nic nie zrobiłam. ja chciałam tylko z nim rozmawiać, chciałam tylko siedzieć z nim na ławce popijając tanie wino, chciałam tylko aby pozwolił mi się zrozumieć. on to jeden z tych nielicznych przypadków, o ile do tej pory nie jedyny, kiedy w mężczyźnie pociąga mnie zarówno fizyczność, jak i intelekt. nie wiem czy kogoś takiego jeszcze spotkam. żałuję tylko, że nie potrafię do końca pojąć co się dzieje w jego głowie, czemu w nim tyle frustracji, tyle gniewu i czemu taka maska. wiem, że on traktował mnie inaczej, że dla niego byłam kumplem, że nie patrzył na mnie jak na dziewczynę. a ja tak bardzo tego chciałam. jeszcze teraz idąc przez miasto chciałabym go spotkać przypadkiem i żeby wreszcie zobaczył we mnie kobietę. J. mówi, że on wyraża się o mnie bardzo dobrze, że mu się podobałam. czy aby na pewno? zaczynam się zastanawiam czy to nie czas by obudzić w sobie księżniczkę.

i długo nie wiem jaką muzykę włączyć, gdy w głowie milion różnych myśli, ból i papierosowy dym.

Jak mówić to tylko do znajomych domów,
słowami ubarwiać historie.
Bo one i oni i ja oraz one,
bezruch zmieniamy w euforię.

Ułamek sekundy niech nie decyduje
o moim patrzeniu na świat.
Potrzeba czasu, by troche zrozumieć,
potrzeba wielu lat.

(t.m)

takie emocje są we mnie teraz.

wtorek, 29 kwietnia 2008
chodzi dzwoniąc w kieszeni niepotrzebnym kluczem.

ten tydzień nie wygląda tak jak miał wyglądać. miałam się już zachwycać Placem Czerwonym i innymi cudami Moskwy. dzisiejsze zajęcia nie wyglądały tak jak miały wyglądać. wzruszenie i łzy rozstania to nie teraz, nie dziś, nie w połowie semestru. i tak jest za każdym razem gdy wydaje mi się, że coś rusza do przodu, że wszystko zaczyna się układać. gdy tylko pomyślę, że jest lepiej wszystko się pierdoli.

czy naprawdę to sobie oswoiliśmy?

ktoś pisze mi dziś, że mam dbać o swoją wrażliwość i umiejętność zachwytu. będę się starać ze wszystkich sił.

niedziela, 27 kwietnia 2008
uszczypnij mnie, uszczypnij

po filmach takich jak ten zawsze ogarniają mnie te same uczucia, w tramwaju nie dostrzegam ludzi pogrążona we własnych myślach, słucham różnej muzyki, która dziwnym trafem zawsze mówi o tym samym. rzeczywistość dopada mnie w momencie przekręcania klucza w drzwiach. znowu jestem tą samą pewną siebie, demoniczną, bezuczuciową osobą, która nie chce niczyjej pomocy. cóż za hipokryzja. jestem świetną hipokrytką, bo czasem zdarza mi się nawet oszukiwać samą siebie. ale w chwilach takich jak ta, kiedy wychodzę z kina, gdzie byłam świadkiem pewnej historii miłosnej z happy endem na końcu, zaczyna się budzić ta sfera, która na codzień jest we mnie uśpiona, którą skutecznie staram się ukrywać. bo ja też wbrew pozorom chcę tego czego chcą wszyscy zwyczajni ludzie.

jeden bilet w jedną stronę.

jutro. 

 

czwartek, 24 kwietnia 2008
I śniło mi się, że zbudziłam się znów na dnie miasta, przybita do ziemi, po prostu.

zmienne nastroje, jak zmienna pogoda. nawet zielone ściany w pokoju nie koją. nawet czasem nie włączam muzyki, tylko siedzę w ciszy i gapię się w okno. wczoraj napisałam strasznie długiego maila. a już prawie zapomniałam, że coś takiego istnieje.

w stosach notatek, książek i słowników tak żyję z dnia na dzień. moje życie ostatnio to przestawianie się z jednego języka na drugi. nawet klawiaturę mam już dwujezyczną. nawet przez sen mówię podobno w dwóch językach. aż się boję co będzie dalej.

miał być dziś Ogród Luizy. będzie z lekkim poślizgiem. są za to wyczekiwane bilety na Kosheen. doczekać się jeszcze jakiejś informacji na temat koncertu Rykardy w mieście k. i będę spokojna. przynajmniej w tym wymiarze.

znowu się miotam, walczę z własnym charakterem. raz wygrywam, raz przegrywam. o tym czy się w końcu ugnę zadecyduje chwila.

od kilku dni w nowych słuchawkach przemierzam miasto k. doznając zupełnie nowych wrażeń.

zapisane w nocy. palcem na szybie i zmazane świtem

 


а скоро поеду в Москву, выхода нет...

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21